piątek, 30 kwietnia 2010

Audycja z 27.04.2010 - Temat: Hole & Sick Of It All


Tak jak widnieje w temacie - program poświęcony przede wszystkim najnowszym płytom zespołów Hole i Sick Of It All:

Audycja z dnia 27.04.2010


Lista utworów:

1. Only Love, Let's Celebrate - Satellite Party
2. I am Loco - Ill Nino
3. Pacific Coast Highway - Hole
4. Skinny Little Bitch - Hole
5. Nobody's Daughter - Hole
6. The Divide - Sick Of It All
7. Dirty Money - Sick Of It All
8. Lifeline - Sick Of It All
9. Samantha - Hole

A w ramach przygotowań możecie wrócić na chwilę do lat 90.

Just Look Around - Sick Of It All (video - 1992)

Gold Dust Woman - Hole (video - 1996)

środa, 28 kwietnia 2010

Serj Tankian - Elect the Dead Symphony (2010)

Pamiętam jak Metallica wydała swoje „S&M”. Krytyka nie zostawiła na nich suchej nitki. Co z tego? Ludzie i tak chodzili do sklepów, i tak otwierali portfele, i tak tego słuchali. Więcej – podobało im się! No, przynajmniej niektórym.

Myślę, że z Serjem będzie podobnie. To po prostu musi się sprzedać. Ten jasny garnitur, ta cała otoczka. Miło popatrzeć. Dlatego też, jeśli już koniecznie chcecie się wziąć za „Elect the Dead Symphony”, to polecam DVD. Bez oprawy wizualnej nie jest już tak ciekawie. Przynajmniej z mojego punktu widzenia… Bo zanim wydacie kolejne zaskórniaki, musicie zadać sobie jedno pytanie – jak bardzo podobało wam się oryginalne „Elect the Dead”? Jeśli wtedy nie skakaliście z radości, to i teraz nie będziecie. Tamte – w moim przekonaniu średnie - utwory nie zyskały wcale nowego blasku. Aranżacje bywają gorsze (jak w „Feed Us”) lub lepsze (jak w „Saving Us”), ale ja tu żadnego objawienia nie uświadczyłem.

Część z was pewnie zastanawiała się nad niespodziankami, jakie zaserwuje nam Serj. Nie ma ich zbyt wiele. Żadnych gości, żadnych ciekawych coverów. Dwa utwory z japońskiej edycji „Elect the Dead” („Falling Stars” i „Blue”), jedna ciekawostka w postaci krótkiego „Gate 21” (Tankian gra na fortepianie – prawie jak Tori Amos jakaś!) i jeden nowy (czy „prawie nowy”) utwór. Kawałek „The Charade” – bo o nim mowa – to w zasadzie najciekawsza część całego koncertu. Bardzo dobra kompozycja, która pozwala mi wierzyć, że wszystko będzie jeszcze dobrze (zwłaszcza, że wersja rockowa też jest niczego sobie).

Teraz sprawa kluczowa. W tej niezwykłej konwencji Tankian często brzmi jak parodia samego siebie. Bardziej pasowałby na biesiadę inspirowaną filmami Emira Kusturicy, niż solistę pracującego z orkiestrą symfoniczną. To nie ta estetyka!

Nic na to nie poradzę, ale przez większość czasu w głowie dudniło mi: Systemie wróć!

Ocena: 3/10

Próbka:
The Cahrade (video)

(Paweł D.)

sobota, 24 kwietnia 2010

Zapowiedzi: pyskate panie i wytatuowani panowie

Całkowicie przypadkowo udało nam się ustawić ciekawy pojedynek. Dwie nowiutkie płyty weteranów, którzy mimo wieloletniego stażu w biznesie muzycznym nie nabrali właściwej ogłady i pokory. W narożniku pierwszym czterech wytatuowanych dżentelmenów prosto z Nowego Jorku - hardcore'owcy z Sick Of It All. Po drugim narożniku Hole - postgrungeowe formacja prowadzona przez Courney Love - kobietę, przez której żyły i nozdrza przeszło więcej narkotyków niż nowojorczycy zdołaliby unieść. Autorki wielu skandali, niepoprawnych wypowiedzi i - zdaniem niektórych - zabójczyni Kurta Cobaina (a już na pewno wdowy po nim :) Będzie krew, będzie pot, będą łzy :) Zapraszamy!

czwartek, 22 kwietnia 2010

The White Stripes – Under Great White Northern Lights (2010)

Jack White – rockowe objawienie tej dekady – zaczął się ostatnio rozmieniać na drobne. Efekciarskie kolaboracje, projekty poboczne, wszystko niby na poziomie… ale już mnie to jakoś zaczęło denerwować. Gdzie się podziała ta ujmująca prostota, ten brud, te niedopowiedzenia? Nie tęsknicie za starym, dobrym The White Stripes? Ja tęsknię.

No właśnie, „Under Great White Northern Lights” ma chyba nieco udobruchać zniecierpliwionych fanów. Jack nie ma czasu na nagrywanie nowych piosenek (a przynajmniej nie ze swoją byłą żoną), więc postanowił wydać koncertówkę. Nagrania pochodzą z kanadyjskiej trasy zespołu z 2007 roku. Można by się spodziewać, że w związku z tym będą tu dominować utwory z albumu „Icky Thump”. The White Stripes doszli jednak do wniosku, że lepiej chyba wydać coś bardziej przekrojowego. I dobrze. Dobór utworów jest rzeczywiście ciekawy, bo nie dość, że pojawiają się tu kawałki z różnych okresów działalności grupy, to w dodatku nie doszło do selekcji w stylu „the best of”. Ja czuję się zaspokojony, bo nie zabrakło mojego ulubionego „Jolene”. Spokojnie - na „Seven Nation Army” też się miejsce znalazło (i to honorowe). Do samych wykonań też nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Jest tak, jak być powinno – surowo, ale z jajem.

Jeżeli ktoś nie rozumie fenomenu The White Stripes, to powinien sięgnąć po „Under Great White Northern Lights”. Jeśli Jack White w wersji “live” nadal do was nie przemawia, to już chyba nic was nie przekona. Może nie jest to koncertówka wybitna, ale z pewnością udowadnia, że The White Stripes to zespół, na którego występy warto się wybrać.

Ocena: 7/10

Próbka:
Let's Shake Hands (video)

I zapowiedź filmu dokumentalnego:
Under Great White Northern Lights (trailer)

(Paweł D.)

Audycja z 20.04.2010 - Temat: "Zróbmy to dla Petera!"

A oto nasza ostatnia - mroczna i melancholijna - audycja. Nasz skromny hołd dla Petera Steele'a - tragicznie zamarłego lidera Type O Negative.

Audycja z dnia 20.04.2001

Lista utworów:

1. Who will save The Sane - Type O Negative
2. 12 Black Rainbows - Type O Negative
3. Deep - Anathema
4. The Sleeping Beauty - Tiamat
5. Death Of An Anarchist - Cathedral
6. Forever Failure - Paradise Lost
7. Death Whispered A Lullaby - Opeth
8. Nothing In Return - Down

A tu jeszcze teledysk do ostatniego singla Type O Negative:

September Sun (Video)

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Zapowiedzi: pogrążeni w smutku i mroku


W ubiegłym tygodniu nie mieliśmy okazji oddać hołdu zmarłym tragicznie 10 kwietnie. W między czasie doszła nas kolejna smutna wieść. 14 kwietnia br. zmarł Peter Steele, lider i założyciel Type O Negative. Ustosunkowując się do wydarzeń, wybierzemy się w podróż po ciemnych zakątkach muzyki rockowej i metalowej. Zapraszamy!

sobota, 17 kwietnia 2010

Demon Hunter - The World Is A Thorn (2010)

Nie jestem wielkim fanem chrześcijańskiego metalu. Nie oznacza to wcale, że po nocach odprawiam w piwnicy jakieś mroczne rytuały. Po prostu, tak się jakoś złożyło, że większość tego typu zespołów nie wnosi (poza przekazem) wiele nowego do ciężkiego grania. Pod tym względem Demon Hunter nigdy nie odbiegali od normy. Do ich nowej płyty podszedłem zatem z pewną taką nieśmiałością…

Zespół zarzekał się, że album „The World Is A Thorn” będzie najcięższym, a przy okazji najbardziej melodyjnym w ich karierze. I jedno trzeba im przyznać – kłamstwem się nie splamili (jak na dobrych chrześcijan przystało). Demon Hunter posiedli, rzadką u metalcore’owców, zdolność do płynnego i naturalnego przechodzenia od naprawdę ciężkich zwrotek do przyjemnych dla ucha, ładnie wyśpiewanych refrenów. Na szczęście nie jadą na tym patencie przez cały czas. Są w stanie zagrać taką metalową balladkę jak „Driving Nails”, a także przejechać po nas małym walcem – co robią chociażby w utworze tytułowym.

Na „The World Is A Thorn” czuć, że chłopaki są żądni sukcesu. Utwory pokroju „Collapsing” (z udziałem Bjorna Strida z Soilwork) czy „Tie This Around Your Neck” porażają świetną produkcją i… dokładnie wykalkulowaną chwytliwością. Może to trochę okrutne, ale jakoś to wszystko jest grubymi nićmi szyte… jakieś sztuczne. A przede wszystkim – do bólu wtórne. Dlatego właśnie uważam, że ich fani będą w niebo wzięci, ludzie lubiący metalcore poczują się jak na starych śmieciach, a cała reszta się wynudzi.

Ocena: 5/10

Próbka:
Collapsing (video)

(Paweł D.)

czwartek, 15 kwietnia 2010

Airbourne - No Guts. No Glory. (2010)

Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy usłyszałem Airbourne, byłem zachwycony. Nie dlatego, że ich debiutancka płyta „Runnin’ Wild” była dziełem wybitnym. Po prostu – poczułem tę bezpretensjonalność, tę energię i… to było dobre. To było świeże. A że chłopaki bez skrępowania zżynali z AC/DC? Byłem w stanie to przeboleć. Wszak nie ma co się wstydzić dobrych wzorców.

Minęły niecałe trzy lata. Dla Airbourne był to okres ciągłego powiększania swojej strefy wpływów. Ich popularność dawno już wykroczyła poza rodzinną Australię. Co w tym czasie zmieniło się w muzyce tych szalonych młokosów? Niewiele. Czy może nawet… nic? Nadal jest to bezczelny, pełen radości i szczerości rock’n’roll. Tylko czy nie powinno nas niepokoić, że nie widać żadnych postępów? Jest dobrze, ale przecież mogłoby być lepiej. Na „No Guts. No Glory.” jest kilka naprawdę fajnych numerów - „Raise the Flag”, „Bottom of the Well” czy „No Way But The Hard Way” to prawdziwe rockowe mięcho. Większość kawałków nie jest już jednak tak łatwa do zapamiętania. Przydałoby się jeszcze kilka refrenów z prawdziwego zdarzenia. Wtedy moglibyśmy mówić o progresie. Dziś, kiedy Airbourne nie dysponują już efektem nowości, możemy mówić o stagnacji. Chociaż… jest to stagnacja w dobrym stylu.

Ocena: 6/10

Próbka:
No Way But The Hard Way (Video)

(Paweł D.)

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Zapowiedzi:


W związku z tragicznymi wydarzeniami z 10 kwietnia, najbliższa audycja z cyklu "Dom Wariatów" nie zostanie wyemitowana. Pozdrawiamy.

piątek, 9 kwietnia 2010

Charred Walls Of The Damned - Charred Walls Of The Damned (2010)

Charred Walls Of The Damned to projekt, w którym główne skrzypce gra, znany przede wszystkim z Iced Earth, Richard Christy. Oprócz niego mamy tu całkiem zacną plejadę metalowych gwiazdeczek: Tim „Ripper” Owens (Judas Priest, Iced Earth, Beyond Fear), Jason Suecof (producent i gitarzysta współpracujący m.in. z Trivium) i Steve DiGiorgio (m.in. Death, Testament, Vintersorg, Iced Earth). W przypadku takiej zbieraniny pytanie może być tylko jedno – czy połączenie tych pierwiastków zaowocowało nową jakością? Moim zdaniem nie. Co nie znaczy, że Charred Walls Of The Damned nie zasługują na uwagę. Otóż zasługują… tylko prawdopodobnie będzie to uwaga fanów Iced Earth, tudzież zwolenników pokrewnych klimatów.

Sprawa wygląda bowiem następująco. Chłopaki wymiatają na gitarach jak należy, Ripper gardła nie oszczędza, a i linie melodyczne wydają się przyzwoite. W dwóch słowach – dają radę. To dużo, bo przecież w takim graniu już chyba niewiele można wykombinować. Techniką i potęgą brzmienia świata dziś nie zawojujesz. Wróćmy zatem do podstaw. Do kompozycji. Z tym na niniejszej płycie bywa różnie. Początek jest obiecujący – „Ghost Town” to power metalowa potęga, ale urozmaicona ciekawymi przejściami i zmianami tempa. Szczególnie dobrze wypada tu Owens i jego melodyjny śpiew w wolniejszych partiach. Zresztą wydaje mi się, że najlepiej prezentują się właśnie te utwory, w których instrumentaliści zostawili trochę więcej przestrzeni wokaliście. Za przykład niech posłuży kompozycja „In a World So Cruel” ( w mojej skromnej opinii najciekawsza w całym zestawie). Tim wyśpiewuje tu naprawdę porządny refren – jeden z tych, które chodzą za człowiekiem jak cień jakiś. Szkoda, że większość numerów nie może poszczycić się chwytliwością na podobnym poziomie. Przez to płyta, choć w zasadzie pozbawiona wpadek i chwilami bardzo przyjemna dla ucha, nie zachęciła mnie do tego, aby poświęcić jej więcej czasu. Wszak wszystko to już gdzieś słyszałem.

A tak na marginesie, to o lepszą okładkę też mogli chłopaki zadbać.

Ocena: 6/10

Próbka:

Ghost Town (video)


(Paweł D.)

czwartek, 8 kwietnia 2010

Audycja z 06.04.2010 - Temat: Slash & Scorpions


Zapraszamy do przesłuchania naszej najnowszej audycji. Dziś na ruszt wrzuciliśmy samo rock’n’rollowe mięso. Przede wszystkim dwie świeżutkie i bardzo ciekawe płyty. Pierwsza jest dziełem jednego z największych współczesnych gitarzystów Slasha. Ten niezwykle utalentowany kudłacz na swoim debiutanckim albumie (który nazwał po prostu „Slash”) zaprezentował się w towarzystwie naprawdę znamienitych gości – już chociażby z myślą o nich warto sięgnąć po to wydawnictwo. Druga z wybranych przez nas płyt, to pożegnalny album zespołu Scorpions – „Sting In the Tail”. Album, który pokazuje zespół w wyśmienitej formie – wiedzą chłopaki jak ze sceny zejść! A na dokładkę najnowsze single Vince’a Neila i Stone Temple Pilots. Jak sami widzicie, jest na czym zawiesić ucho…

… a ucho wieszamy tu:

Audycja z 06.04.2010

Lista utworów:
1. Between the Lines – Stone Temple Pilots
2. Tattoos & Tequila – Vince Neil
3. Ghost – Slash (feat. Ian Austbury)
4. Beautiful Dangerous - Slash (feat. Fergie)
5. By the Sword - Slash (feat. Andrew Stockdale z Wolfmother)
6. Rise on Rock – Scorpions
7. The Good Die Young – Scorpions
8. No Limit - Scorpions
9. Watch This – Slash (feat. Dave Grohl & Duff McKagan)

A jako bonus obrazek do najnowszego singla Vince'a Neila:
Tattoos & Tequila (video)

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Zapowiedzi: Po prostu rock'n'roll


Z niekłamaną przyjemnością informujemy, że głównym gościem następnego Domu Wariatów będzie Pan Rock'n'Roll. Żadnych metali ciężkich. Tylko rockowy czad, gitary i melodie na starą modłę. Komu to zawdzięczamy? Slashowi ze swoja pierwszą solową płytą i weteranom ze Scorpions, którzy wprawili w zachwyt nie tylko nas. Dwie świeżutkie płyty. Więcej nie zdradzamy. Słuchajcie nas !!

piątek, 2 kwietnia 2010

Audycja z 30.03.2010 - Temat: Kiedyś musieli się spotkać... czyli ciekawe duety.

Witajcie wierni słuchacze Domu Wariatów!

Dziś wrzucamy kolejną audycję. Tym razem będziecie mieli okazję sprawdzić, jak brzmią połączone siły Iggy'ego Popa i Peaches, Davida Bowie'ego i Maynarda Jamesa Keenana... i tym podobne kolaboracje. Intrygujące, nieprawdaż? Nie ociągajcie się dłużej! Kliknijcie na poniższy link i... bawcie się dobrze:)

Audycja z 30.03.2010 (link na mediafire)



A teraz lista utworów:
1. Waiting Here - Buckethead (feat. Serj Tankian & Shana Halligan)
2. Under My Wheels - Alice Cooper & Axl Rose (feat. Slash & Izzy Stradlin)
3. Bring Me the Disco King - David Bowie (feat. Maynard James Keenan)
4. Terrorist - Soulfly (feat. Tom Araya)
5. Kick It - Peaches & Iggy Pop
6. Made of Rats - Orange Goblin & John Garcia
7. Piano Fire - Sparklehorse (feat. PJ Harvey)
8. Surrender Your Sons - Norma Jean (feat. Chino Moreno)
9. Make Me Bad/In Between Days - Korn & The Cure
10. Floyd - Lynyrd Skynyrd (feat. Rob Zombie)

A na zachętę:

Kick It - Peaches & Iggy Pop (video)

czwartek, 1 kwietnia 2010

Brant Bjork - Gods & Goddesses (2010)

Brant Bjork znany jest przede wszystkim jako perkusista dwóch – być może najważniejszych – stonerowych kapel: Kyussa i Fu Manchu. Należy jednak pamiętać, że współpracował nie tylko z nimi i to nie tylko bębniarz – to multiinstrumentalista, wokalista i producent, który poza obskoczeniem połowy kapel z okolic Palm Springs, regularnie dostarcza nam także swoich solowych dzieł.

Jego najnowsza propozycja „Gods & Goddesses” to solidna dawka grania z pogranicza bluesa i rocka psychodelicznego. Pojawiają się tu również, charakterystyczne dla tego artysty, odniesienia do muzyki latynoskiej. Słuchając Branta Bjorka odnoszę wrażenie, że w młodości facet musiał zasłuchiwać się w „Abraxas” Santany . Takie skojarzenia nie są może bardzo nachalne, ale jest tu gdzieś ten sam duch, ten sam luz… te same wibracje.

„Gods & Goddesses” to przede wszystkim klimat. Ludzie, którzy z pustynnym rockiem są za pan brat, odnajdą się tu natychmiast i bez wątpienia będą usatysfakcjonowani. Wydaje mi się jednak, że takie kompozycje jak „Radio Mecca” czy „Porto” mogą przemówić nawet do „stonerowych laików”. Do którejkolwiek z tych grup byście się nie zaliczali, proszę was tylko o jedno – doczekajcie do ostatniego kawałka. Bo to co najlepsze (czyli utwór „Somwhere Some Woman”) Brant Bjork zostawił na koniec. Rewelacyjne zakończenie udanego, acz nie przełomowego, albumu.

Ocena: 7/10

Próbka:

Porto (audio)

(Paweł D.)