Nie jestem wielkim fanem chrześcijańskiego metalu. Nie oznacza to wcale, że po nocach odprawiam w piwnicy jakieś mroczne rytuały. Po prostu, tak się jakoś złożyło, że większość tego typu zespołów nie wnosi (poza przekazem) wiele nowego do ciężkiego grania. Pod tym względem Demon Hunter nigdy nie odbiegali od normy. Do ich nowej płyty podszedłem zatem z pewną taką nieśmiałością…Zespół zarzekał się, że album „The World Is A Thorn” będzie najcięższym, a przy okazji najbardziej melodyjnym w ich karierze. I jedno trzeba im przyznać – kłamstwem się nie splamili (jak na dobrych chrześcijan przystało). Demon Hunter posiedli, rzadką u metalcore’owców, zdolność do płynnego i naturalnego przechodzenia od naprawdę ciężkich zwrotek do przyjemnych dla ucha, ładnie wyśpiewanych refrenów. Na szczęście nie jadą na tym patencie przez cały czas. Są w stanie zagrać taką metalową balladkę jak „Driving Nails”, a także przejechać po nas małym walcem – co robią chociażby w utworze tytułowym.
Na „The World Is A Thorn” czuć, że chłopaki są żądni sukcesu. Utwory pokroju „Collapsing” (z udziałem Bjorna Strida z Soilwork) czy „Tie This Around Your Neck” porażają świetną produkcją i… dokładnie wykalkulowaną chwytliwością. Może to trochę okrutne, ale jakoś to wszystko jest grubymi nićmi szyte… jakieś sztuczne. A przede wszystkim – do bólu wtórne. Dlatego właśnie uważam, że ich fani będą w niebo wzięci, ludzie lubiący metalcore poczują się jak na starych śmieciach, a cała reszta się wynudzi.
Ocena: 5/10
Próbka:
Collapsing (video)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz