niedziela, 20 lutego 2011

Audycja z 15.02.2011 r. Temat: Najlepsze płyty dekady według Pawła D.

Chcieliście mieć niespodziankę? Trzeba było słuchać w radiu:) Tu okładki mówią same za siebie. Dziesięć najlepszych albumów minionej dekady? Obiektywnie? Może i nie. Dziesięć najważniejszych wydawnictw? Z pewnością nie. Po prostu - dziesięć albumów, które JA (Paweł D.) lubię najbardziej. Wybór oczywiście nie był prosty, ale... życie nie bajka:)



Lista utworów (w nawiasach nazwa płyty i rok wydania):
1. Iron Tusk - Mastodon ("Leviathan" 2004)
2. Ultra Payloaded Satellite Party - Satellite Party ("Ultra Payloaded" 2007)
3. Revival - Soulsavers ("It's Not How Far You Fall, It's the Way You Land" 2007)
4. All You Need Is Me - Morrissey ("Years of Refusal" 2009)
5. DLZ - Tv on the Radio ("Dear Science" 2008)
6. Dress Like a Target - Superjoint Ritual ("A Lethal Dose of American Hatred" 2003)
7. Ostia - Sepultura ("Dante XXI" 2006)
8. Harfa Traw - Ścianka ("Białe wakacje" 2002)
9. Carry You - The Fire Theft ("The Fire Theft" 2003)
10. Slow Hands - Intrepol ("Antics" 2004)





sobota, 19 lutego 2011

Audycja z 08.02.2011 r. Temat: Największe muzyczne wydarzenia dekady cz.2



Druga część naszych zmagań z minionym dziesięcioleciem. Zdajemy sobie sprawę, że tytuł audycji "Największe muzyczne wydarzenia dekady" jest trochę na wyrost. W końcu co można zrobić przez dwie godziny? Potraktujcie to zatem raczej na luzie. Taka mała retrospekcja, ot co.

Audycja 08.02.2011 r.

Lista wykorzystanych utworów:
1. Better - Guns'N'Roses
2. People = Shit - Slipknot
3. Broken, Beat & Scared - Metallica
4. State Of Love And Trust - Pearl Jam
5. Decade of Therion - Behemoth
6. Homewrcker - Converge
7. Yesterday Don't Mean Shit - Pantera
8. A Box Full of Sharp Objects - The Used

sobota, 12 lutego 2011

Audycja z 01.02.2011 r. Temat: Największe muzyczne wydarzenia dekady cz. 1

Tym razem bierzemy na klatę temat trudny i poważny. To nie jest bułka z masłem ani żaden "piece a cake". Spróbujemy wypunktować największe rockmetalowe wydarzenia pierwszej dekady XXI w.
Oto część pierwsza:

audycja z 01.02.2011

Lista utworów:
1. Chop Suey! - System Of A Down
2. My Last Serenade - Killswitch Engage
3. Becoming The Dragon - Trivium
4. Seabeast - Mastodon
5. This Apparatus Must Be Unearthed - The Mars Volta
6. Reptilia - The Strokes
7. Seven Nation Army - The White Stripes
8. No One Knows - Queens Of The Stone Age

czwartek, 3 lutego 2011

The White Lies - Ritual (2011)

Wiem, każdy z was słyszał o tym już tysiące razy. Nie mniej jednak, pisząc o płycie "Ritual" trzeba to hasło powtórzyć - syndrom drugiej płyty. Zwykło się mówić, że zespoły, których debiutanckie albumy okazały się dużym sukcesem, później mają ciężkie życie. Bo te ogromne oczekiwania, bo te wielkie ambicje, bo upadek z wysoka bardziej boli... No, ale bez przesady - czemuż to mam się użalać nad zespołem, który w ciągu trzech ostatnich lat osiągnął sukces, o jakim większość kapel może tylko marzyć. Magazyn 'Q' ogłosił ich najlepszym nowym zespołem 2009 roku. W tej samej kategorii byli też nominowani przez "NME". No i jeszcze nagroda od "Mojo" i debiut na pierwszym miejscu brytyjskich list sprzedaży. Prawie zapomniałbym o porównaniach do Joy Division, które przecież też należy uznać za wyróżnienie. Tak. "To Lose My Life..." był niewątpliwym sukcesem. Chociaż, czy można to wszystko traktować aż tak serio? W końcu Anglicy co krok znajdują "najlepszy zespół świata". Przyznaję jednak - debiutancka płyta The White Lies (po kilku nieudanych podejściach) spodobała mi się, a utwór "Farwell to the Fairground" do tej pory uznaję za jeden z lepszych singli 2009 roku.

Konkluzja mojego przydługiego wywodu jest taka, że nie spodziewałem się po "Ritual" nie wiadomo czego, ale... czegoś tam się spodziewałem. Przede wszystkim liczyłem na rozwój. A może też na jakiś mały bunt? Nic takiego jednak nie nastąpiło. Największym minusem nowego dzieła Brytyjczyków jest właśnie fakt, że zawiera materiał - przynajmniej jak na moje ucho - bardzo zachowawczy. Nadal mamy do czynienia z taką mroczniejszą odmianą indie rocka. Z czego większość tego "mroku" bierze się z głosu Harry'ego McVeigha i z oczywistych skojarzeń, jakie ów budzi. Całość jest jednak odpowiednio lekkostrawna. Efekt ostateczny? "Ritual" szybciej znajdzie zwolenników wśród fanów takich zespołów, jak Interpol czy Editors niż pomiędzy ortodoksyjnymi wielbicieli Iana Curtisa.

Szczerze? Ta płyta budzi u mnie dziwne reakcje. Mózg podpowiada mi, że jest to rzecz dobra. Słucham takich utworów, jak "Is Love", "Streetlights" czy "Bad Love" i myślę: jest git! Coś jednak każe mi zrzędzić. Zatem... album równy, ale nie porywający. Łatwo przyswajalny, ale daleki od zabójczej przebojowości. Klimatyczny, ale nie wywołujący dreszczy na plecach. Słowem - jak na potencjalną gwiazdę, trochę za słabo. Inna sprawa, że szczypta reklamy zrobi swoje i pewnie sprzedawać się to będzie jak świeże bułeczki.

Ocena: 6/10

Próbka:
Bigger Than Us (video)

(Paweł D.)