czwartek, 15 kwietnia 2010

Airbourne - No Guts. No Glory. (2010)

Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy usłyszałem Airbourne, byłem zachwycony. Nie dlatego, że ich debiutancka płyta „Runnin’ Wild” była dziełem wybitnym. Po prostu – poczułem tę bezpretensjonalność, tę energię i… to było dobre. To było świeże. A że chłopaki bez skrępowania zżynali z AC/DC? Byłem w stanie to przeboleć. Wszak nie ma co się wstydzić dobrych wzorców.

Minęły niecałe trzy lata. Dla Airbourne był to okres ciągłego powiększania swojej strefy wpływów. Ich popularność dawno już wykroczyła poza rodzinną Australię. Co w tym czasie zmieniło się w muzyce tych szalonych młokosów? Niewiele. Czy może nawet… nic? Nadal jest to bezczelny, pełen radości i szczerości rock’n’roll. Tylko czy nie powinno nas niepokoić, że nie widać żadnych postępów? Jest dobrze, ale przecież mogłoby być lepiej. Na „No Guts. No Glory.” jest kilka naprawdę fajnych numerów - „Raise the Flag”, „Bottom of the Well” czy „No Way But The Hard Way” to prawdziwe rockowe mięcho. Większość kawałków nie jest już jednak tak łatwa do zapamiętania. Przydałoby się jeszcze kilka refrenów z prawdziwego zdarzenia. Wtedy moglibyśmy mówić o progresie. Dziś, kiedy Airbourne nie dysponują już efektem nowości, możemy mówić o stagnacji. Chociaż… jest to stagnacja w dobrym stylu.

Ocena: 6/10

Próbka:
No Way But The Hard Way (Video)

(Paweł D.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz