
Amerykański koszmar? No, jedno trzeba im przyznać – umieją trafnie zanalizować to, z czym wychodzą do ludzi. Hinder są bowiem kwintesencją tego, co w amerykańskim roku najgorsze. Ich twórczość jest pretensjonalna, przewidywalna i nie ma w niej miejsca na jakiekolwiek ambicje artystyczne. Chłopaki z Oklahomy mają jednak inne ambicje. Chcą być popularni. To nic złego. Pragną, aby ich płyty sprzedawały się w dużych nakładach, a na koncertach mają pojawiać się stada nieletnich fanek. Pisałem już, że są pretensjonalni?
Tak. To komercja. Można to ująć nawet nieco bardziej pejoratywnie – to komercha. W zasadzie gorsze może być już tylko jedno – komercha robiona nieumiejętnie. O to jednak Hindera posądzić nie mogę. Jak na realia współczesnego kiczowatego hard rocka, to ze zmysłem piosenkowym jest u nich całkiem nieźle. Widać, że odrobili lekcję z Aerosmith (w ich najbardziej przystępnym wydaniu). Z pewnością lubili także całe kalifornijskie granie z lat 80. Z bardziej współczesnych rzeczy słychać wpływy post grunge’u – głównie tego spod znaku Nickleback. No i poziom też mniej więcej ten sam co u Kanadyjczyków. Bo kawałków, które mogą poszaleć sobie na amerykańskich listach przebojów, jest tu co najmniej kilka. Trochę się tego wstydzę, ale refren z „Everybody’s Wrong” nawet mi przykleił się na chwilę do zwojów mózgowych. Takie to rzewne, takie to ckliwe, ale też melodyjne i łatwe do zapamiętania. „Red Tail Lights” to kolejna piosenka typu „radio friendly”. Niby znowu badziew ze sztampowym refrenem, ale… ta gitarka w zwrotkach jednak przykuwa ucho. Hinder ma także bardziej drapieżne oblicze. Takie „Wakin’ Up The Devil” może kojarzyć się z Hellyeah, a w solówkach jest tu nawet coś z Avenged Sevenfold. Duch tych ostatnich wraca zresztą w utworze „Striptease”. Dużo tu klasycznego hard rocka. Całkiem rasowo pod tym względem wypada początek płyty - najpierw „2 Sides of Me”, a chwilę później tytułowe „All American Nightmare”. Przy drugim z tych utworów warto się zresztą pochylić na dłużej, gdyż został wybrany na singla. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że powstał w ten sposób teledysk, który powinien przypaść do gustu większej części męskiej publiki. Nie podoba wam się muzyka? To zatkajcie uszy i po prostu patrzcie. Uchylę rąbka tajemnicy. Widzicie tę wytatuowaną panią na okładce? To Jesse Lee Denning. Hm… nie będę nikogo oszukiwać. Gdyby nie ona, to pewnie nigdy nie sięgnąłbym po „All American Nightmare”. Otóż, ta urocza dama pojawia się również we wspomnianym wideoklipie i pokazuje się tam od najlepszej strony.
Krótkie podsumowanie. Jeśli ktoś podchodzi do muzyki nazbyt intelektualnie, to prawdopodobnie szczerze znienawidzi nowe dzieło Hindera. Toż to tylko wypolerowany produkt. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że ów produkt dostał certyfikat jakości od samego Kevina Churko, czyli faceta, który jest odpowiedzialny chociażby za perfekcyjne brzmienie dwóch ostatnich płyt Ozzy’ego Osbourne’a. Jeśli zatem kiedyś dopadnie was nastrój na rock’n’rollowe odmóżdżanie, to jest szansa, że „All American Nightmare” nie wywoła u was mdłości, a nawet sprawi odrobinę przyjemności.
Ocena: 5/10
Próbka:
All American Nightmare (video)(Paweł D.)