Itervurt mają szansę na zawrotną karierę. Pochodzą z Londynu i umieją się zareklamować – w zasadzie już to może wystarczyć. Wszak każdy wie, że w Wielkiej Brytanii wystarczy iskra, aby rozpętać prawdziwe medialne piekło. Jednak nie bądźmy okrutni – Intervurt to zespół, który nie ma się czego wstydzić, a płyta „Union” to solidna dawka rocka. Jakiego? Tu z odpowiedzią przychodzą sami muzycy, którzy w na swojej stronie „myspace” opisują swoją muzykę, jako mieszankę wpływów U2, Muse, The Killers, Depeche Mode i… Queens Of The Stone Age. Sam nie opisałbym tego lepiej – wszystko pasuje. Z tym, że… nie są tak klimatyczni, jak Depeche Mode, nie mają takiego luzu, jak Queens Of The Stone Age, i z całą pewnością nie poruszą milionów ludzi na całym świecie, tak jak od lat robią to panowie z U2.Intervurt brakuje może trochę oryginalności, ale też nie ma sensu się zniechęcać, bo „Union” to przede wszystkim zbiór dobrych utworów, które mogą się podobać. Są tu pozycje, które przy odpowiedniej promocji mogłyby poszaleć na rockowych listach przebojów, takie jak „Union Square”, „The Fear” czy „Scars & Stripes”, ale na dobrą sprawę cała reszta to także bardzo zgrabnie skrojone numery. Nie znaczy to, że Intervurt poszukują sławy za wszelką cenę i tym samym rezygnują z eksploracji „komercyjnie wątpliwych” terytoriów. W takim „Suffering” dryfują w okolicę ostatnich dokonać Morisseya, w „No name” stawiają na nieco mroczniejsze klimaty, „Merla” to taka lekko transowa jazda, a z kolei „Diesel” to już prawie stoner.
Chociaż „Union” słucha mi się bardzo dobrze, to mam – może zupełnie niepotrzebne – obawy, że umiejętność pisania wpadających w ucho piosenek, może być dla zespołu zgubna. Jeden krok w złą stronę i… myślę, że po przesłuchaniu „Union” sami będziecie wiedzieli co (a tymczasem nie chcę zapeszać).
Ocena: 6/10
Próbka:
Union Square (video)
(Paweł D.)














