środa, 28 kwietnia 2010

Serj Tankian - Elect the Dead Symphony (2010)

Pamiętam jak Metallica wydała swoje „S&M”. Krytyka nie zostawiła na nich suchej nitki. Co z tego? Ludzie i tak chodzili do sklepów, i tak otwierali portfele, i tak tego słuchali. Więcej – podobało im się! No, przynajmniej niektórym.

Myślę, że z Serjem będzie podobnie. To po prostu musi się sprzedać. Ten jasny garnitur, ta cała otoczka. Miło popatrzeć. Dlatego też, jeśli już koniecznie chcecie się wziąć za „Elect the Dead Symphony”, to polecam DVD. Bez oprawy wizualnej nie jest już tak ciekawie. Przynajmniej z mojego punktu widzenia… Bo zanim wydacie kolejne zaskórniaki, musicie zadać sobie jedno pytanie – jak bardzo podobało wam się oryginalne „Elect the Dead”? Jeśli wtedy nie skakaliście z radości, to i teraz nie będziecie. Tamte – w moim przekonaniu średnie - utwory nie zyskały wcale nowego blasku. Aranżacje bywają gorsze (jak w „Feed Us”) lub lepsze (jak w „Saving Us”), ale ja tu żadnego objawienia nie uświadczyłem.

Część z was pewnie zastanawiała się nad niespodziankami, jakie zaserwuje nam Serj. Nie ma ich zbyt wiele. Żadnych gości, żadnych ciekawych coverów. Dwa utwory z japońskiej edycji „Elect the Dead” („Falling Stars” i „Blue”), jedna ciekawostka w postaci krótkiego „Gate 21” (Tankian gra na fortepianie – prawie jak Tori Amos jakaś!) i jeden nowy (czy „prawie nowy”) utwór. Kawałek „The Charade” – bo o nim mowa – to w zasadzie najciekawsza część całego koncertu. Bardzo dobra kompozycja, która pozwala mi wierzyć, że wszystko będzie jeszcze dobrze (zwłaszcza, że wersja rockowa też jest niczego sobie).

Teraz sprawa kluczowa. W tej niezwykłej konwencji Tankian często brzmi jak parodia samego siebie. Bardziej pasowałby na biesiadę inspirowaną filmami Emira Kusturicy, niż solistę pracującego z orkiestrą symfoniczną. To nie ta estetyka!

Nic na to nie poradzę, ale przez większość czasu w głowie dudniło mi: Systemie wróć!

Ocena: 3/10

Próbka:
The Cahrade (video)

(Paweł D.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz