Nad postacią Taylor Momsen już się w audycji rozpływaliśmy. Mała Taylor jest przesiąknięta duchem rocka. Mała Taylor jest niegrzeczna. Mała Taylor chce być porównywana do Debbie Harry, Courtney Love i Cherie Currie. I w gruncie rzeczy mała Taylor nie jest już taka mała – ma całe siedemnaście lat! A za sobą już sukcesy aktorskie i spore doświadczenie na wybiegach. Teraz natomiast, wraz z zespołem The Pretty Reckless, chce podbić świat muzyki. Ma szansę. Bo do tego wszystkiego trzeba dodać fakt, że mała Taylor ma fajną barwę głosu. No i, byłbym zapomniał, mała Talor jest też ładna. Przyznajcie sami – ten, kto jej nie lubi, z pewnością nie jest osobnikiem płci męskiej.Czas jednak odstawić na bok sympatię i zdobyć się na odrobinę obiektywizmu. Materiał zawarty na „Light Me Up” - debiucie The Pretty Reckless – raczej nie wprawi nikogo w osłupienie. To nic szczególnie ambitnego, a z pewnością nic nowatorskiego. Trochę post grunge’u, trochę hard rocka. Sporo radiowych refrenów. Mam jednak złą wiadomość dla tych wszystkich (dziewcząt), które źle życzą Taylor Momsen. A mianowicie „Light Me Up”, chociaż złożony z samych oczywistości, to i tak zasługuje na miano albumu, po który warto sięgnąć.
Po pierwsze to, o czym już wspominałem. Głos naszej blondyneczki wypada w większości kompozycji bardzo przekonywująco. Czy słysząc zwrotki „Make Me Wanna Die” uwierzylibyście, że ta dziewuszka jeszcze nie może kupić legalnie piwa? Oczywiście, są momenty, w których Taylor brzmi trochę jak koleżanka z klasy Avril Lavigne (np. w numerze „Light Me Up”), ale generalnie jest dobrze.
Druga ważna sprawa dotyczy już samej konstrukcji albumu. Materiał jest zatem dobrany tak, aby słuchacz nie odczuwał nudy. Jest różnorodnie, ale też spójnie. Czasem bywa komercyjnie („Light Me Up”, „Just Tonight”), a czasem naprawdę rock’n’rollowo i buntowniczo („Going Down”, „Make Me Wanna Die”, „Factory Girl”). Kompozycje może nie są wybitne, ale trzymają poziom. Ja oczywiście wolę te mniej wygładzone rzeczy, jak chociażby otwierające płytę „My Medicine” i „Since You’re Gone” czy wspomniane już „Going Down” i „Make Me Wanna Die”. Z lżejszych rzeczy fajnie wypada ballada „Nothing Left To Lose”.
Ostatnim i jak dla mnie bardzo dużym plusem tego albumu są teksty. Nie. Nie jest to poezja. To rzeczy proste. Czasem nawet banalne. Ale… w dużym stopniu bezczelne, do pewnego stopnia nieprzyzwoite, niepoprawne i w ogóle nie takie, jakie przystoją nastolatce. Chyba że nastolatka jest… rock’n’rollowym zwierzakiem. No… i w ten sposób znów wracamy do estetyki i otoczki, czyli rzeczy, które w tym przypadku są bardzo ważne.
Powiem wprost, niektórzy wróżą, że Taylor szybko znudzi się rockowymi brzmieniami i będzie szanującą się gwiazdą pop. Oby nie! Oczywiście, chcę żeby dziewczyna kosiła kasę i niech żyje jej się jak najlepiej. Po prostu – rock potrzebuje takich dziewcząt! Rock potrzebuje Taylor Momsen! Bo młodzi rockmani też powinni mieć do kogo wzdychać, czyż nie?
Ocena: 6/10
Próbka:
Make Me Wanna Die (video)
(Paweł D.)
Czy naprawdę można być modelką, aktorką i mieć taki głos?! Kurcze, niech się trzyma swoich idolek, to może naprawdę będzie coś fajnego z tego.
OdpowiedzUsuń