Jak każdy szanujący się grunge’owiec, mam słabość do koncertów z serii MTV Unplugged. Czasy flanelowych koszul dawno już jednak minęły, a i sławetna seria (niegdyś) najważniejszej telewizji muzycznej świata nieco podupadła. Od czasu do czasu zdarza się jednak, że jakiś zespół zechce zaprezentować się bez prądu. Ostatnio moda ta zapanowała chociażby wśród polskich dinozaurów. A może to ogólnoeuropejska tendencja? Dziś na przykład kilka słów o Szwedach.Tym razem na odłączenie się od potężnych wzmacniaczy pozwolili sobie rockmani z Mando Diao. Jak wypadli? Dobrze… może nawet bardzo dobrze? Wydaje mi się, że występy na żywo są ich żywiołem. Ujmę to tak – niemal wszystkie albumy studyjne Mando Diao opuszczały mój odtwarzacz po zaledwie kilku przesłuchaniach. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem występ Szwedów na tegorocznym Open’erze. Mimo słońca i niezbyt żywiołowo reagującej publiczności chłopaki dali z siebie wszystko i z pewnością zasłużyli na mój szacunek i słowa uznania. MTV Unplugged tylko potwierdziło moje podejrzenia – Mando Diao to zwierzęta koncertowe! Nic nie robią sobie z tego, że ktoś im prąd odłączył. Kiedy chcą brzmieć zadziornie i dać czadu, to po prostu to robią. Tak, jak w otwierającym płytę „Long Before Rock’N’Roll”. Budują napięcie, grają gęsto, krzyczą, bawią się. Tak! Bawią się muzyką! I to naprawdę mi się podoba. „Dance with Somebody”, hit z ich ostatniej płyty, wypada chyba lepiej w wersji akustycznej niż elektrycznej. To samo tyczy się również innego utworu z płyty „Give Me Fire”, czyli kawałka „Gloria”, którego oryginalna wersja zwyczajnie mnie odpychała. W nowej odsłonie utwór wypada znacznie korzystniej… chociaż w sumie i tak ginie w natłoku dobrych kompozycji. No właśnie… dopiero teraz dotarło do mnie, że Mando Diao dysponują tak bogatym arsenałem dobrych piosenek (posłuchajcie chociażby kawałka „Mr.Moon”!). Od tej chwili będę musiał chyba przysłuchiwać się ich wydawnictwom nieco uważniej!
Przejdźmy jednak do jeszcze jednego ważnego aspektu niemal każdego koncertu z serii MTV Unplugged. Do gości! Trzeba przyznać, że do sprawy podeszli standardowo. Jedna dziewczyna i jedna legenda. Płeć piękną reprezentuje tu wspaniała Juliette Lewis. Ta pani to klasa sama w sobie, więc chyba nikt nie ma wątpliwości, że „High Heels” z jej udziałem wypadło znakomicie. Druga z zaproszonych osób to Ray Davies z The Kinks, który wspomógł zespół w utworze „Victoria” z repertuary grupy… The Kinks. I znów wyszło żywo, rockowo – tak, jak być powinno.
Czy czuję się zaskoczony? Tak. Nie podejrzewałem, że tyle energii drzemie w tych facetach. „Above and Beyond [MTV Unplugged]” pozwoliło mi spojrzeć na ten zespół z zupełnie innej perspektywy. Postanowiłem nawet, że gorliwie i z cierpliwością przebrnę ponownie przez całą dyskografię Szwedów. No, to chyba wystarczająca rekomendacja, prawda?
Ocena: 7/10
Próbka:
Down In The Past (video)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz