Kto ma już trochę dosyć Jacka White’a, ręka do góry! Moja własna powolutku zaczyna wędrować ku niebiosom. Oszalałem? Nie. Przyznaję, facet jest rewelacyjnym gitarzystą, świetnym kompozytorem… itp… itd.. No, ale bądźmy szczerzy – wszędobylskość bywa irytująca. Tym bardziej cieszy mnie to, że jego koledzy z The Raconteurs nie trzymają się kurczowo sławnego nazwiska i jeszcze pamiętają o The Greenhornes. Bo jeśli ktoś nie wie, to 1/2 pierwszego ze wspomnianych zespołów stanowi 2/3 składu drugiego z nich. Tym, który w The Greenhornes gra jednak pierwsze skrzypce (czyli dosłownie rzecz ujmując – śpiewa i gra na gitarze) jest Craig Fox. Gość może nie jest „Białym Jackiem”, ale talentu też mu odmówić nie można. Za dowód niech posłuży płyta, o dosyć oryginalnej nazwie „****” (zapisywanej czasem jako „Four Stars”).Zastanawiam się, co by to było, gdyby ta płyta ukazała się jakieś 45 lat temu. Czy The Greenhornes byliby wtedy tak wielcy jak The Beatles? Oj, popuszczam chyba wodze wyobraźni. Bez przesady – nie są aż tak dobrzy! Po prostu trudno jakoś porównywać mi ich twórczość z tym wszystkim, co obecnie dzieje się w świecie rocka. Są po prostu „retro”. Chwilami faktycznie mogą kojarzyć się z czwórką z Liverpoolu („Saying Goodbye”, „Get Me Out Of Here”). Częściej jednak sięgają w rejony bardziej zorientowane na bluesa. Weźmy takie „Cave Drawings” czy „Underestimator” – nie czujecie tu wpływów Cream? A „Go Tell Henry”? Jack Bruce jak się patrzy! Wsłuchujmy się dalej. Myślę, że da się tu odnaleźć jeszcze z tuzin innych skojarzeń. Poczynając od The Yardbirds i The Animals, przez wczesne Jethro Tull, a na Black Sabbath kończąc. Nie znaczy to, że „****” brzmi jak zlepek cudzych pomysłów. Członkowie The Greenhornes nasłuchali się po prostu w młodości dobrej muzy, wsiąkło to w nich… a teraz to wychodzi. Ale co się czepiać, jeśli przeważnie brzmi to wybornie?
Nie zdziwię się jednak, jeśli „****” dużej części z was nie przypadnie do gustu. Wszystko tu jest tak niedzisiejsze, że momentami aż dziwne. Ci, którzy w swoich podróżach muzycznych nie przekopali się głębiej niż do lat 70. w ogóle nie zrozumieją tego albumu. Nie śmiejcie się. Mamy rok 2010 (a za chwilę już 2011). Ludzie urodzeni w początkach lat dziewięćdziesiątych są już pełnoletni. A rocka słuchają przecież i ludzie jeszcze młodsi. Czy muszą pamiętać, kim byli tacy The Yardbirds? Sam nie wiem. Grunt, że znajdzie się sporo osób, które jednak pamiętają – i The Greenhornes tworzą muzykę właśnie dla nich.
Ocena:7/10
Próbka:
Underestimator (audio)
(Pawel D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz