sobota, 20 listopada 2010

Skunk Anansie - Wonderlustre (2010)

Jak można było nie czekać na tę płytę? Skin to posiadaczka jednego z najciekawszych żeńskich głosów w muzyce rockowej. Mało tego. Skin to posiadaczka charyzmy na miarę największych postaci całej współczesnej sceny muzycznej bez podziału na klasy. To osobowość. Nie zapominajmy jednak o chłopakach. Cass, Ace i Mark może i stoją w cieniu swojej wielkiej liderki, ale pamiętajmy, że bez nich Skin nie odnosiła już takich sukcesów. Tak, Skunk Anansie to nie tylko ta „Łysa” – to zespół. Co ważne, to cholernie dobry zespół. To być może jeden z najważniejszych składów drugiej połowy lat 90. Wydali wtedy trzy świetne płyty, z których nie jestem nawet w stanie wskazać tej najlepszej. A później, około roku 2001, rozpadli się…

Po ośmiu latach wrócili. Standardowo. Wydali składaka i ruszyli na koncerty. Na szczęście szybko weszli też do studia, aby popracować nad czymś nowym. Efekt ich pracy możemy już podziwiać. Czy „Wonderlustre” jest płytą na miarę strych dokonań Skunk Anansie? Z odpowiedzią na to pytanie zmagam się od czasu pierwszego przesłuchania tego albumu (czyli już od paru ładnych tygodni). I tak, i nie.

Muzycy wydają się być w formie, Skin też nie zawodzi. Album jest dobry – nie mam co do tego wątpliwości. Smakowity okazał się już pierwszy singiel. Zresztą „My Ugly Boy” spodobał się nie tylko mi. Wzbudził duże zainteresowanie najróżniejszych rozgłośni radiowych, a przede wszystkim wywołał pozytywne reakcje zarówno „starych” fanów, jak i ludzi, którzy wcześniej nie mieli z zespołem do czynienia. Co ważne „My Ugly Boy” nie okazał się czczą zapowiedzią. Na nowej płycie Skunk Anansie znajdziecie sporo dobrych numerów. Mnie najbardziej przypadł do gustu utwór „Over The Love”. Niektórym może się on wydać nieco banalny, ale… cholera! No posłuchajcie sami – przecież to po prostu świetna rzecz! Nie zdziwię się jednak, jeśli każdy z was będzie miał swoje typy. Od strony kompozycyjnej „Wonderlustre” prezentuje bowiem dosyć równy i dobry poziom. Czemu zatem nie pieję z zachwytu? Czemu nie padam na kolana? Czemu uważam, że „Wonderlustre”, chociaż jest dobre, to jednak nieznacznie ustępuję wszystkim poprzednim płytom Skunk Anansie?

Przyczyna jest niezbyt wyszukana, a niektórym może wydać się nawet nieco głupia. Otóż, jak dla mnie za mało jest tu ciężaru i szaleństwa. Hola, hola! – zakrzykniecie. Przecież Skin to specjalistka od piosenek miłosnych. Tego od niej oczekujemy. Ok. Zgadzam się. „Wonderlustre” udowadnia, że Skin też myśli w ten sposób. Hm… ale czy pamiętacie takie numery jak „Little Baby Swastikka” lub „Selling Jesus”? Czy w końcu pamiętacie tę masywną psychodelę z „Charlie Big Potato”? Skin może i jest specjalistką od ballad, ale kiedy zaczyna ostrą jazdę, nie jest w tym ani odrobinę gorsza, a ja osobiście taką ją lubię najbardziej. Na nowej płycie gitar nie brakuje, jest rockowo, ale ogólnie jednak trochę łagodniej. Na całe szczęście znalazło się tu miejsce dla takiego numeru, jak „It Doesn’t Matter”. Fajna, punkowa energia – już widzę, jak grają to na koncertach! No właśnie, chciałbym więcej! Więcej czadu! Więcej mięsa! Jeśli komuś na tym nie zależy, może spokojnie podwyższyć sobie ocenę o jedno oczko.

Ocena: 7/10

Próbka:
Over The Love (video)

(Paweł D.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz