Chyba się już całkiem zestarzałem, bo Mushroomhead - przynajmniej od strony estetycznej – stali się dla mnie zupełnie nie do przyjęcia. Momencik! A może to oni już jadą po bandzie? O czym mowa? Czy chodzi o głupie maski? Czy chodzi o głupie teksty? Eee… to przełykam bez problemu. Ale teledysk do „Come On” to już gruba przesada. Ok. To żart – jasne. Stylizacja na brutalne filmy akcji z lat 80? Może. Ale… Najświętsza Panienko – co to ma do diaska być?! Nie liczcie na to, że link do czegoś takiego zamieszczę na blogu. Nazywajcie mnie wrażliwcem – trudno. Jak chcecie obejrzeć to „cudo”, to poszukajcie sobie sami. Nie polecam.Po takiej zapowiedzi nawet nie chciało mi się za bardzo sięgać po całą płytę. Jednak jakiś tam sentyment we mnie drzemie (ach, ta „XIII”). Tak więc krążek z „Beautiful Stories for Ugly Children” w końcu trafił do mojego odtwarzacza. No ok – „Come On” pozbawiony wizji nawet się broni. Całkiem przyjemny „otwieracz”. Od Mushroomhead oczekuję jednak pomysłów aranżacyjnych – to była niegdyś ich największa siła. W końcu sami uważają się bardziej za zespół grający metal alternatywny, a nie zwykły nu metal. Ok. Gdzie zatem są te wszystkie elementy „alternatywne”? Aj, jest z tym skromniutko. Nieźle brzmią bębny w wejściu do „Harvest The Garden” wspomagane przez miłe dla ucha skrecze. Ale co z tego, jeśli za chwilę robi się już całkiem zwyczajnie… i raczej nudno. W „I’ll Be Here” – w sumie melodyjnym i przyjemnym numerze – pojawiają się jakieś śpiewające dzieci, co jest już dosyć nieprzyjemne (dzieci + metal = horror). Od czasu do czasu pojawi się jakieś pianinko („The Harm You Do”, „Do I Know You”), albo nawet gitarowa solówka („Your Demise”). Ale czy to znowu takie odświeżające? Miło, że Gravy (gitarzysta) stara się wychodzić poza tłuczenie kolejnych schematycznych riffów, ale czy ktoś sięgnie po płytę Mushroomhead, żeby wsłuchiwać się w pracę gitar? Nie ta bajka. Ważniejsze są z pewnością wokale, które – to trzeba przyznać – nie zawodzą. Jeffey Nothing daje radę, a Waylon się rozwija. Kiedy trzeba krzyknąć, to krzyczy, ale więcej jest czystszego, melodyjnego śpiewania (które czasem przywodzi na myśl zespoły pokroju Creed). Brakuje mi tu natomiast jakiejś śpiewającej kobitki (żeńskie wokale były miłym urozmaiceniem na „XIII”).
Kurcze, zresztą co z tego, że wokaliści brzmią poprawnie, jeśli nie przekłada się to na zapamiętywalność kompozycji. Pod tym względem jest po prostu słabo. „Come On”? Hmm… no może i daje radę, ale też nikt tu na kolana nie padnie. „Holes In The Void” przywodzi na myśl stare dobre czasy… aż za bardzo. Wtórne. Nudne. To, że w większości przypadków „nie jest źle”, nie oznacza, że od razu jest dobrze. „Beautiful Stories for Ugly Children” brzmi trochę jak płyta stworzona na kolanie, a nie efekt czteroletniej pracy. Rozczarowanie. Może nie jakieś wielkie, ale jednak.
Ocena: 4/10
Próbka:
I'll Be Here (audio)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz