czwartek, 2 września 2010

Sun Kil Moon – Admiral Fell Promises (2010)

Płyta ukazała się co prawda w połowie lipca 2010 r., ale to chyba tylko dla rozbiegu przed jesienią – bo „Admiral Fell Promises” zawiera muzykę, która może być ścieżką dźwiękową naszego deszczowego, ponurego września. To płyta nastrojowa, mająca wyjątkowo intymny charakter. Wystarczy zauważyć, że wydanie „Admiral Fell Promises” pod szyldem Sun Kil Moon jest w pewnym sensie ściemą. To płyta, za którą odpowiedzialny jest tylko i wyłącznie Mark Kozelek. Dał wolne swoim współpracownikom, sięgnął po gitarę klasyczną i nagrał bardzo dobrą płytę. Tak po prostu.

Już od pierwszych dźwięków „Alesund” słychać, że Kozelek jest w wyśmienitej formie. Za pomocą prostych narzędzi buduje solidna strukturę. Bez wątpienia opiera się to wszystko na niezwykłym zmyśle kompozytorskim. Nie ma tu żonglerki konwencjami, nie ma za dużo kombinowania, a mimo to słucha się tej muzyki z zapartym tchem. Kozelek otwiera pewne małe drzwi w swojej duszy, wchodzi do dawno nieodwiedzanego pokoju i wszystko nam dokładnie opisuje. Jest to opowieść osobista, szczera, a przede wszystkim pełna subtelnego piękna.

Z pewnością znajdą się tacy, którzy tego albumu nie polubią. „Admiral Fell Promises” może wydać się komuś nazbyt smętne, a przy dłuższym słuchaniu nawet nużące, ale jeśli macie takie odczucia, to znaczy, że po prostu nie jesteście w odpowiednim nastroju. Poczekajcie na chwilę, kiedy życie da wam w kość i będziecie potrzebować azylu. Wtedy właśnie odnajdziecie schronienie w tym małym pokoiku, gdzieś na skraju duszy Marka Kozelka.

Ocena: 8/10

Próbka:

(Paweł D.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz