Kto pamięta jeszcze te piękne czasy, kiedy to co drugi polski nastolatek słuchał Biohazard, a nowojorski hardcore wydawał się człowiekowi jednym z najważniejszych nurtów ciężkiego grania? Ach, gdyby „Absolute Power”” ukazało się w tym okresie – to byłby pewnie hit. Dziś… no cóż, płyta przepływa sobie jakimś bocznym nurtem. Taki los. Pro-Pain nie są chyba jednak łasi na popularność. Robią swoje. Nie starają się być „ostatnimi obrońcami stylu”, ale nie odchodzą też za daleko od swojego rodzimego terytorium. Uzyskują w ten sposób równowagę – jest ciekawie, ale też ciężko.Trochę szczegółów. Dziesięć numerów. Trzydzieści siedem minut muzyki. Nie za dużo, nie za mało, a słucha się tego jednym tchem. Bo mamy tu wszystko, czego od Pro-Pain mogliśmy oczekiwać. Zaczyna się od „Unrestrained” - metal hardcore w stylu cięższych dokonań Madball czy Agnostic Front. Naprawdę mocnych rzeczy jest tu zresztą więcej. W „Destroy The Enemy” wchodzimy na grunt groove metalowy – początek zalatuje nawet Soulfly’em. W szybszym „Rise Of The Anarchist” Gary Meskil zaczyna prawie growlować, co zresztą kontynuuje w chyba najostrzejszym na płycie „Hate Coalition” – tu dodatkowo towarzyszy mu podwójna stopa. Metal przez duże „M”… a może już i metalcore? Na „Absolute Power” ballad nie znajdziemy, ale Pro-Pain dalecy są od tego, aby zanudzić słuchacza jednowymiarową młócką. Do nagrania „Stand My Ground” zaprosili Schmiera z niemieckiego Destruction, co zaowocowało fajnym refrenem zaśpiewanym na dwa głosy. Jeszcze ciekawsze zastosowanie kilku wokali zaprezentowali w „Road To Nowhere” – skądinąd moim ulubionym kawałku z „Absolute Power”. Nawet elegancka solówka gitarowa się tu pojawia. „AWOL” to już hardcore punk. Krótko, mocno, do przodu… ale chwytliwie. Jeszcze krócej i jeszcze mocniej prezentuje się „Divided We Strand”. Chyba najbardziej radiowym kawałkiem na płycie jest natomiast „Gone Rogue (I Apologize)”. Tu już zrywamy z estetyką godną nowojorskich twardzieli. Bo co powiecie na tekst typu: „They say love, love is all you need, and I think they’re right”? Z muzyką nie brzmi to już tak cukierkowo, ale “ulicą” też od tego nie bije. Generalnie numer w ucho wpaść może i jak ktoś złośliwy, to i o komercje ich posądzi. Trzeba by było jednak mieć jakąś szczególną niechęć do Pro-Pain, bo moim zdaniem goście zaprezentowali się naprawdę dobrze. Zresztą – recenzje zbierają bardzo przyzwoite, więc chyba to nie jest tylko jakieś moje widzimisię.
Chociaż „Absolute Power” to więcej niż się spodziewałem, to nie ma co się czarować – taką muzyką świata nie zawojujesz. Dziś hardcore potrzebuje odświeżenia. Objawień w stylu Gallows. Odnowicieli gatunku. Pro-Pain to stara gwardia. Rzemieślnicy. Fajnie, że trzymają formę, ale czy młodsze pokolenie to kupi? Chciałbym w to wierzyć i dlatego ocena może nawet nieco zawyżona... ale co tam!
Ocena: 7/10
Próbka:
Destroy The Enemy (audio)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz