Są dzicy i młodzi – tak przynajmniej twierdzą w jednym z singli ze swojej debiutanckiej płyty. Młodzi faktycznie są, ale czy znowu tacy dzicy? Mi wyglądają raczej na grzecznych chłopców. A to tak chyba nie wypada być grzecznym, kiedy próbuje się wpasować w buty starych, dobrych Lynyrd Skynyrd, nieprawdaż? Za młodu bracia Van Zant byli w końcu niezłymi zawadiakami. Jaren Johnston i jego kumple to raczej chudziaki, których największym grzechem może być nadmiar piwa od czasu do czasu. Do tego wcale nie są aż tak „południowi”, na jakich się kreują. Brzmieniowo bliżej im raczej do Kings Of Leon niż do Lynyrd Skynyrd. Czyli raczej taki radiowy, amerykański rock z „southernowymi” naleciałościami. Od kapeli braci Followillów są z kolei bardziej przewidywalni i… mniej utalentowani. Wydaje mi się wręcz, że największą bronią American Bang jest zapał i wiara w to, że mogą coś zwojować. A może to po prostu chęć zarobienia jakiejś większej kasy? Wszak Jaren Johnston usłyszał kiedyś od swojego ojca, szanowanego perkusisty z okolic Nashville, takie oto słowa: „Jeśli chcesz mieć na rachunki, graj na bębnach. Jeśli chcesz zarabiać na życie, naucz się pisać piosenki”. No to co miał począć biedny młodzian? Zaczął grać na gitarze, śpiewać i pisać. W końcu ojcu sprzeciwiać się nie wypada. Czy jednak Jaren nauczył się trudnej sztuki komponowania dobrych piosenek? No zgadujcie. No tak – oczywiście, że się nie nauczył. Pisze piosenki przyjemne, ale z pewnością nie jakieś arcydzieła. Może jednak to wystarczy, żeby trochę grosza zarobić? Bo choć American Bang nie wyglądają mi szczególnie autentycznie i nie wzbudzają mojej większej sympatii, to nie twierdzę, że ich płyta jest do bani.Muzyka American Bang jest prosta, niezbyt ambitna, niezbyt wysmakowana… ale też bardzo pozytywna. Przyznaję, że w odpowiednich warunkach może słuchać się jej z dużą przyjemnością. W jakich? No na przykład, kiedy w słoneczny dzień wybieramy się na wycieczkę poza miasto, a w perspektywie mamy ognisko, kilka piw i beztroską zabawę w gronie dobrych znajomych. Oczywiście numer przejdzie tylko wtedy, kiedy nasze towarzystwo nie ma jakiegoś szczególnie wyszukanego gustu muzycznego, a my nie będziemy zmuszać nikogo do słuchania albumu od początku do końca. Debiut Amrican Bang na dłuższą metę może bowiem trochę zemdlić. Nie zmienia to faktu, że takie numery, jak „Whiskey Walk”, „Wild and Young” czy „All We Know” uznaję za dosyć udane. Może jest w nich zatem jakiś ukryty talent? Mają czas. Jeśli tylko będą rozwijać się w dobrym kierunku, to może za kilka lat coś z nich jeszcze będzie.
Ocena: 5/10
Próbka:
Wild and Young (video)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz