czwartek, 5 sierpnia 2010

Coheed & Cambria – Year of the Black Rainbow (2010)

Coheed & Cambria mieli swoje pięć minut, kiedy to na rynek trafił album “Good Apollo, I'm Burning Star IV, Volume One: From Fear Through the Eyes of Madness”. Pamiętam, że pod ich adresem padały wtedy różne komplementy – następcy Rush i odnowiciele progresywnego rocka to tylko te najczęściej spotykane. Poza tym liczby nie kłamią – milion sprzedanych płyt to już coś. Z pewnością duża była w tym zasługa utworu „Welcome Home”, który okazał się sporym przebojem i wprowadził zespół Coheed & Cambria pod strzechy.

Wydaje mi się, że Claudio Sanchez i koledzy cały czas pamiętają ten piękny rok 2005 i nie mogą pogodzić się z tym, że nie jest tak łatwo pozostać w świetle reflektorów… zwłaszcza, kiedy jest się zamkniętym w szufladzie „rock progresywny”. Chyba zatem całkiem świadomie odchodzą od estetyki, w której funkcjonowali do tej pory. Na „Year of the Black Rainbow” wszystko jest mniej progresywne (w szerokim tego słowa znaczeniu) - począwszy od tytułu, poprzez okładkę, a na muzyce skończywszy. To już w zasadzie taki rock alternatywny, a czasem już nawet słowo „alternatywny” nie pasuje. Bardzo to wszystko melodyjne i wygładzone. Prostsza jest struktura albumu, jak i poszczególnych utworów (wystarczy wspomnieć o tym, że długość większości numerów nie przekracza pięciu minut). Oczywiście, to jeszcze nie grzech, o ile nadal dostajemy kompozycje ciekawe i świeże. Pomysłów tu jednak brakuje. Najgorzej wypadają fragmenty spokojniejsze takie, jak „Far” i „Made Out of Nothing (All That I Am)”, które bezsprzecznie wskazują na komercjalizację zespołu. Akustyczna mruczanka w postaci „Pearl of the Stars” może i jest czymś nowym, ale też wydaje się nieco zbyt przekalkulowana i jakoś mi nie pasuje do tych gości. W cięższej części płyty też jest bez rewelacji. Pozytywniejsze reakcje mogą wzbudzać rozpędzony „World of Lines” i nieco połamany, ale wciąż chwytliwy, „Guns of Summer”. Do mnie zaś najbardziej przemówił utwór „This Shattered Symphony”, chociaż nie jestem w stanie stwierdzić, czy wybija się on ponad – nie bójmy się użyć tego określenia – przeciętną całość.

Nie wiem czy kogoś to interesuje, ale dla formalności dodam, że „Year of the Black Rainbow” to prequel do historii, która została zaprezentowana na poprzednich albumach zespołu… ale właśnie, czy to naprawdę kogoś interesuje? Hmm… z drugiej strony, pewnie jeśli obdarłoby się tę płytę z jej konceptu, to już naprawdę niewiele ciekawych elementów by tu zostało.

Ocena: 5/10

Próbka:
Here We Are Juggernaut (video)

(Paweł D.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz