Wiosna roku pańskiego 2010 była wyjątkowo zimna. Nasz kraj, przeważnie szary i ponury, stał się miejscem jeszcze bardziej przygnębiającym i pełnym mroku. Te dni czarne i smutne musiały zwiastować coś niezwykłego… czy mogło chodzić o powrót Cathedral?Wybaczcie ten nieco ironiczny wstęp, ale jak tu się powstrzymać, kiedy mowa o twórcach doom metalu – czyli ostoi pesymistów i ponuraków (do których to niżej podpisany niewątpliwie się zalicza). Na nowy materiał zespołu Lee Doriana przyszło nam czekać aż pięć lat. Sporo, ale za to jak już się zabrali za nagrywanie, to stworzyli album dwupłytowy i - co ważniejsze - album bardzo ciekawy.
„The Guessing Game” to dowód na to, że Cathedral, mimo dwudziestu lat w branży, wciąż są zespołem poszukującym. To nie jest rasowa płyta doom metalowa (chociaż o klimat oczywiście dbają). W zasadzie pomysłów jest tu na tyle dużo, że trudno jest włożyć ten album do jakiejś szufladki. Rock progresywny, art rock, hard rock, muzyka alternatywna… to zbyt ogólnie. Musimy chyba rozebrać „The Guessing Game” na jeszcze mniejsze części. Zaczyna się od gotyckiego, nieco kiczowatego wstępu i… płaczu dziecka (czyli jak na doomowców przystało). „Funeral of Dreams” to już jednak skomplikowana mikstura: trochę melorecytacji, odrobina melodii i zasmażka z ciężkiego łojenia. Kojarzy mi się to trochę z Pain of Salvation z okresu „Scarsick”. Trzeci na płycie „Painting In the Dark” brzmi przy tym jak stary, surowy heavy metal. „Death of an Anarchist” zaczyna się natomiast od akustycznego wstępu… ale to tylko zmyłka – później wchodzą naprawdę ciężkie gitary i robi się bardzo swojsko i (nie)przyjemnie. Rewelacyjnie wypada też instrumentalny utwór tytułowy. Cathedral przenoszą nas tu w lata 70. Jest pięknie i delikatnie, ale tylko przez chwilę... W “Edwige’s Eyes” wraca ciężar i złowieszcza aura. A kiedy już można się łudzić, że zrobi się bardziej typowo, nadchodzi „Cats, Incense, Candles, Wine” – bez wątpienia największe zaskoczenie na płycie. Misz masz niczym Mr. Bungle - trochę funkowego basu i jazzującej perkusji, ale także trochę gitary akustycznej i potężniejszej gitary elektrycznej… nawet beztroskie pogwizdywania Lee Doriana mamy. Hmm… i to tylko zawartość pierwszej płyty. Druga część albumu “The Guessing Game” jest już nieco bardziej zachowawcza i metalowa… chociaż i tu mamy pewne niespodzianki. Chodzi mi przede wszystkim o „Journeys Into Jade”, w którym to Lee Dorian przedstawia historię Cathedral. Trzeba jednak zauważyć, że robi to niczym MC drugiej kategorii. Tak, tak… Panie, Panowie, oto właśnie doom-rap.
Słowo, które najlepiej oddaje ducha „The Guessing Game”, to różnorodność. I jest to zarówno największy atut, jak i największe przekleństwo tego materiału. Pomysłów jest tu dużo, i (przynajmniej w moim mniemaniu) są dobre. Nie zapominajmy jednak o uczuciach ortodoksyjnych doom-metalowców, którzy mogą być nieco zawiedzeni. Co prawda i oni znajdą tu coś dla siebie (jak chociażby dziesięciominutowy „Requiem For The Voiceless”), ale są momenty, których mogą nie strawić („Cats, Incense, Candles, Wine”). Druga sprawa, to sam Lee Dorian, który jest świetnym wokalistą, kiedy idzie o metalowe zrzędzenie… tyle, że tu często wychodzi poza ten obszar, a tym samym obnaża swoje ograniczenia wokalne. Trudno nie zwrócić na to uwagi, chociaż ja nie odczułem z tego powodu większego dyskomfortu.
Podsumowując, „The Guessing Game” nie jest płytą, która rzuca na kolana, ale jest lepsza niż się spodziewałem, że będzie. Nie wiem jak wy, ale ja lubię pozytywne zaskoczenia (stąd ta piękna ósemka pod recenzją).
Ocena: 8/10
Próbka:
ALBUM TEASER (czyli wszystkiego po trochu)
(Paweł D.)
Niestety anonim...
OdpowiedzUsuńdajcie odpowiedź dlaczego takie śnięte są okładki tego zespołu...
no i może w końcu jakieś bilety byście mogli na koncerty w Wawie, inne audycje R.Campus rozdają :)