Był sobie kiedyś taki film „Powrót do Garden State”. Pamiętacie? Młody, niezbyt zdolny aktor jedzie do swojej rodzinnej miejscowości na pogrzeb matki. Przy okazji spotyka swoich przyjaciół z czasów młodości i… a co wam będę szczegóły opowiadać. Wspomnę tylko o jednej ze scen, w której główny bohater wdaje się w rozmowę z nieznajomą dziewczyną (graną przez Natalie Portman). Dialog jest krótki i nieco chaotyczny. W końcu dziewczyna zakłada mu na uszy swoje słuchawki i mówi: „Musisz posłuchać tego jednego utworu – odmieni twoje życie”. Chodzi o numer „New Slang” zespołu The Shins. Niezła piosenka, dobry film, świetna scena, cudowna Natalie.James Mercer, mając u boku zespół The Shins, odmieniał ludzkie życia od przeszło dekady. Bo trzeba wiedzieć, że James Mercer to serce i dusza wspomnianej kapeli. Chociaż The Shins oficjalnie nie zakończyli działalności, to ich niekwestionowany lider postanowił skręcić sobie coś na boku. Pomysł projektu Broken Bells pojawił się już w 2004 roku, kiedy doszło do spotkania Mercera z artystą znanym powszechnie jako Danger Mouse. Panowie wyrazili chęć współpracy, ale przez kolejne lata zbytnio pochłaniała ich inna działalność. Pod koniec 2009 roku w końcu udało im się wygospodarować odpowiednią ilość czasu. Dziś możemy już zasłuchiwać się w efekcie tej kolaboracji.
Broken Bells brzmi jak… The Shins zremisowane przez Danger Mouse’a. No, może trochę upraszczam, ale naprawdę tylko trochę. Już po pierwszych przesłuchaniach nie miałem wątpliwości co do tego, kto był tu za co odpowiedzialny. Wokal, lekkość, piosenkowe zacięcie to oczywiście Mercer. Warstwa brzmieniowa (w dużej części przesiąknięta elektroniką) to oczywiście Danger Mouse. Czyli dostajemy to, czego należało się spodziewać. A czy jest to dobre? Myślę, że całkiem niezłe. Miłośnikom twórczości The Shins najbardziej powinny spodobać się takie numery jak „Vaporize” czy „October”, którym chyba najbliżej do tego, co James Mercer robi w swoim głównym projekcie. Nie mniej udane są singlowe „The High Road” i „Ghost Inside”, w których z kolei słychać, że panowie wiedzą dokładnie, jakie brzmienia królują obecnie na scenie „indie”. Warto wspomnieć też o kończącym płytę „The Mall & Misery” (też kojarzy się wam to z Modest Mouse?). Materiał zawarty na płycie jest zresztą w miarę wyrównany. Danger Mouse otworzył głowę Jamesa Mercera i trochę naoliwił mu trybiki. Broken Bells nie jest tak proste i archaiczne jak The Shins. Tylko, że ta niedzisiejszość starego zespołu Mercera była naprawdę ujmująca. Broken Bells nie ma tego uroku. Nadal jednak jest to projekt, z którym warto się zapoznać. Nie zrażajcie się też przy pierwszym przesłuchaniu – to jedna z tych płyt, które przegryzają się w miarę wolno i wraz z upływem czasu dostarczają nam więcej radości.
Ocena: 6/10
Próbka:
The High Road (video)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz