Sevendust – Cold Day Memory (2010) Jeśli chodzi o muzykę, trudno jest zachować całkowity obiektywizm. Czasami obdarza się sympatią pewnych wykonawców, chociaż nie dają nam do tego wielu konkretnych powodów. Ja tak miałem z Sevendust. W swoim czasie ich debiutancki album zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie (zresztą – lubię go do tej pory). Później było jeszcze bardzo dobre „Home”, ale czym dalej w las, tym ich siła oddziaływania na moją osobę zdecydowanie słabła. Sevendust mieli zresztą ostatnio kłopoty z formą, ale tak źle chyba nie było jeszcze nigdy.
„Cold Day Memory” miał (jak zwykle) pokazać, że zespół rozwija się, i do tego rozwija się w dobrym kierunku. Miał być to także tryumfalny powrót Clinta Lowery’ego – starego gitarzysty zespołu. Nie łudźcie się jednak, od strony gitarowej jest wyjątkowo nudno… hmm… a od której strony nie jest tu nudno? No niestety. Jest bardzo, bardzo źle. Wszystkie utwory zbudowane są na jakimś wątłym szkielecie, który roboczo można nazwać „przeciętnym gitarowym kawałkiem nu metalowym”. Zero pomysłu, zero ambicji. Bezduszny produkt. Aż się pisać nie chce. Fuj.
„Cold Day Memory” miał (jak zwykle) pokazać, że zespół rozwija się, i do tego rozwija się w dobrym kierunku. Miał być to także tryumfalny powrót Clinta Lowery’ego – starego gitarzysty zespołu. Nie łudźcie się jednak, od strony gitarowej jest wyjątkowo nudno… hmm… a od której strony nie jest tu nudno? No niestety. Jest bardzo, bardzo źle. Wszystkie utwory zbudowane są na jakimś wątłym szkielecie, który roboczo można nazwać „przeciętnym gitarowym kawałkiem nu metalowym”. Zero pomysłu, zero ambicji. Bezduszny produkt. Aż się pisać nie chce. Fuj.
Ocena:
1/10
I jeszcze link do singla (równie czerstwego, jak cała płyta):
Unraveling (video)
(Paweł D.)
A fe!
OdpowiedzUsuń