Nie wiem co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę płytę. Debiutanci. Słaba nazwa. Marny tytuł płyty. A jednak coś mnie podkusiło. Wrzuciłem „Time to Burn” do odtwarzacza, posłuchałem kawałka tytułowego… później jeszcze raz, i jeszcze raz. Co tu dużo gadać – rock’n’roll! Naiwny, banalny, ale zarazem pełen młodzieńczej energii i najzwyczajniej w świecie przebojowy.Niestety, jedna jaskółka wiosny nie czyni. I tak jest w przypadku Taking Dawn. Początkowo chciałem ich wrzucić do jednego worka z Aibourne i The Answer . Następni spadkobiercy AC/DC - pomyślałem. O ile jednak wspomniane kapele robią na mnie dobre wrażenie swoją szczerością i bezpretensjonalnością, to opisując Taking Dawn nie mogę już użyć tych samych epitetów. Jak na mój gust, to za dużo tu heavy-metalowego kiczu. W takich kompozycjach jak „Close Your Eyes”, które zalatuje latami 80., nie razi to jeszcze tak bardzo. Gorzej jest , kiedy zaczynają brzmieć nowocześnie. Wtedy okazują się podróbką Avenged Sevenfold skrzyżowaną z… The Offspring?
Bez wątpienia najlepiej wypadają tu fragmenty czysto hard rockowe i jeśli na następnych płytach pójdą w tym kierunku, to może jeszcze coś z nich będzie.
Ocena: 5/10
Próbka (Proszę zwrócić uwagę na panią w konfesjonale – z pewnością podnosi ocenę teledysku):
Time to burn (Video)
(Paweł D.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz